Strony

wtorek, 5 września 2017

Zły katecheta.

       Zaczął się nowy rok szkolny i przedszkolny.Dlatego też postanowiłam napisać parę słów o złym katechecie.
       Od jakiegoś czasu osobiście lub nie lub czytałam na różnych forach o tym jak to katecheta zraża dzieci,młodzież,ludzi do siebie przez to co robi.Przykro się słyszy i czyta o takich rzeczach. Przykro,ponieważ wg tych wszystkich ludzi katecheta to jakiś potwór,bo czegoś wymaga. Przykro,kiedy rodzic wchodzi w kompetencje nauczyciela,nie tylko katechety.
        Moje doświadczenie w katechizacji głównie wynika z bycia w przedszkolu (tak jakoś Bóg mi tę drogę wyznaczył,ale to nie znaczy że nie pracowałam w szkole).Jak zaczynałam swoją pracę nie miałam żadnego problemu,wszytko grało,rodzice nie wtrącali się w nauczanie,metody itp.A od kilku lat nie ma roku by jakiś rodzic nie wchodził w kompetencje katechety.Mam wrażenie, że co nie którzy, nas katechetów traktują jak coś okropnego i nie mającego pojęcia o nauce.
     Dziś przychodzę do starszych grup na pierwsze zajęcia i co słyszę od wychowawczyń?: "Słuchaj.W grupie rodzice nie chcą by dzieci miały książki,bo prace są nie dokańczane"(chodzi tu o kolorowanie) lub "rodzice mają pretensje,że dajesz karteczki z wiadomością o nauczeniu modlitw".
Po tego typu zdaniach widać jak mocne jest zaangażowanie rodziców w życiu religijnym. Najlepiej by było gdyby katecheta uczył o Bogu to co chcą rodzice (o czym za chwilę),odmawiał z nimi modlitwę poranną i wieczorną,chodził z pociechami do kościoła itd. W tym momencie zadaje sobie pytanie: "Poco posyłasz dziecko na tę religię,jeśli sam z siebie nic nie dajesz?" Czy katecheta ma zastąpić zadania rodzica?Jeżeli sam rodzic nie chodzi do kościoła,nie uczy podstaw wiary,to po co religia? Katecheta czy to w szkole czy w przedszkolu ma uzupełniać rodzica a nie go zastępować. 
Sprawa książki. 
         Każdy przedmiot w szkole który zawiera teorię itp. ma podręcznik i nie wszystko czasami jest uzupełnione. Jednak nauczyciel prosi uczniów,jeżeli czas się kończy a trzeba dane zadanie zrobić,by je dokończyć w domu.Mój problem polega na tym,że moje zajęcia trwają tylko pół godziny i nie zawsze da się wszystko zrobić ze względu na "humory" dzieci,a także że książki przedszkolaków nie są zabierane do domów,gdyż często dzieci nie pamiętają o ich przyniesieniu,a na miejscu nie mogą dokończyć. Po co jednak te książki? Książki do zajęć z religii są tak skonstruowane,że dziecko ma przed sobą nie tylko zadanie "dokończ rysunek",czy "pokoloruj obrazek",ale też aby wykonało jakieś inne polecenie,np. znajdź odpowiednią naklejkę i wklej,znajdź i wytnij obrazek (lub sami wskazujemy),znajdź różnice,połącz obrazki itd. Jest różnych zadań które zachęcają do tego by brać udział w tej katechezie.Same "gadanie" o Jezusie czasami nie pomoże,to co dziecko nie usłyszy,zapamięta przez obrazy.Inna rzecz.Nie do każdego tematu można przypisać piosenkę czy zabawę.I tu przychodzi nam z pomocą książka.Książka jest też po to by urozmaicić przedszkolakom religię.Mówić,opowiadać można dużo,ale i tym dzieci w pewnym momencie są znudzone.
Sprawa modlitw.
        Każdy katecheta ma w ręku Podstawę Programową i wg niej jest rozliczany z dyrektorem(jeśli chodzi o przedszkole).Prócz tego ma ze sobą coś takiego jak Dyrektorium katechetyczne,które jest również wskazówką do przeprowadzania katechezy. W Podstawie Programowej nie ma zapisu,który by mówił, że katecheta ma obowiązek uczyć dzieci podstawowych modlitw (Aniele Boży,Zdrowaś Mario,Ojcze nasz i znak krzyża). Może poprawiać,nakierować,wyjaśniać,omawiać,nauczyć prostych modlitw typu Jezu ufam Tobie,Któryś za nas....,Przepraszam Cię Boże za....,Dziękuję Ci Boże za...itp., ale nie ma obowiązku uczyć pacierza,tak jak polonista nie ma obowiązku uczyć na lekcji wiersza na pamięć.Nie wymaga tego ani Podstawa ani wspomniane Dyrektorium. W tym drugim dziele można przeczytać takie zdanie:

Nauczanie modlitwy jest szczególnym obowiązkiem rodziców katolickich.Praktyka modlitwy rodzinnej łączy modlitwę Kościoła z modlitwą prywatną wiernych[1].
Modlitwa ma łączyć.Jeżeli rodzic zwala naukę podstawowych modlitw katechecie to nie wypełnia powyższych słów,ale też nie wypełnia złożonego 'przyrzeczenia' chrzcielnego,gdzie kapłan mówi: "Prosząc o chrzest dla waszego dziecka,przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania w wierze[...] Czy jesteście tego świadomi?" Rodzice zgadzają się.Te słowa są niejako przyrzeczeniem,że rodzice będę wychowywać w wierze,czyli nie tylko wzbudzać miłość do Boga (i bliźniego),ale też uczyć modlitw i nie tylko. Jeśli tego nie ma,nie ma owej łączności,a sakramenty stają się tylko pustym rytuałem lub nieobecnością i niechęcią w dalszym uczestniczeniu na zajęciach. A wtedy proszę nie mieć pretensji do katechety.

Kompetencje.
      Nigdy nie przypuszczałam,że kiedyś przyjdzie czas usłyszeć mi,iż nie tak uczę,że "za drastycznie", że zbyt dużo wymagam.
Miałam taką sytuację,że mama przyszła wypisać dziecko z zajęć,ponieważ zbyt drastycznie przedstawiam fakty i że mówię o śmierci Jezusa (chodzi o wydarzenia Wielkiego Piątku w grupie dzieci pięcio i czteroletnich). Z tego miejsca powołam się na plany wynikowe i na Poradnik metodyczny.W obu tych pozycjach mam zawarte cele,metody i treści.Jeżeli mam np. temat wyżej wspomniany i w treści zawarte fakty: cierpienie,rany,śmierć,a także gwoździe,korona cierniowa itd., to jak mam niby o tym mówić?Nie będę wnikać w szczegóły rozmowy z mamą.Jestem trochę oszołomiona,że rodzic mówi mi w jaki sposób mam przekazywać wiadomości. Nie przekazuje nic czego by nie było np. w Poradnikach,a nawet w książkach do samej religii. Czasami bywa i tak,że w rozmowach z dziećmi one same mnie szokują w słowach.Czy za to odpowiada również katecheta?
       Jeżeli chodzi o szkołę. Tam spotkałam się z opinią mamy że zbyt dużo wymagam. Stało się tak,ponieważ zadałam uczniom w liceum by napisali pracę na dany temat.Takie podsumowanie (i nie tylko) o tym,o czym rozmawialiśmy. Aby ułatwić im zadanie,przedstawiłam kilka punktów co mnie interesuje. Prace były dobre i złe.Oczywiście do mnie zgłosiła się mama,której syn napisał prace słabo. No i się zaczęło....Tak mnie zastanawia z czego ma wystawić ocenę katecheta,skoro nie może nawet pracy zadać do napisania?Czy ocena ma być tylko z chodzenia i słuchania? Jak katecheta ma sprawdzić co pamięta uczeń z zajęć skoro nie może go zapytać czy zrobić małego sprawdzianu czy dać mu zadanie domowe? 
        Na szczęście spotkał mnie tylko jeden taki incydent,ale słyszę wśród katechetów jak podważa się ich kompetencje. Katecheta tak samo studiował co nauczyciel j.angielskiego,matematyki czy plastyki i ma tytuł magistra.Tak samo zdobywał wiedzę na lekcjach zwanych praktykami co inni nauczyciele z innych przedmiotów.Katecheta, tak samo jak inni nauczyciele, ma przygotowanie pedagogiczne (co wymaga się przy zatrudnieniu).Dlatego ten kto twierdzi że katecheta nie powinien uczyć,bo nie jest nauczycielem,po prostu nie jest wtajemniczony i mówi nie prawdę.Katecheta zdobywa takie same stopnie zawodowe co każdy nauczyciel w szkole czy w przedszkolu.I dlatego też nie powinno uczyć się katechety(i innego nauczyciela) co ma przekazywać swoim uczniom podczas jego zajęć i jak sprawdzać jego wiadomości.



-------------------------------------------
[1] Konferencja Episkopatu Polski,Dyrektorium katechetyczne Kościoła Katolickiego w Polsce, WAM,Kraków 2001,s.31.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz